Jak sprawdzić treść napisaną przez model, zanim wyjdzie pod Twoją marką
Nie chodzi o przeczytanie całości ze zmarszczonym czołem. Chodzi o cztery konkretne rzeczy, które psują się najczęściej — i o kolejność, w której warto ich szukać.
Materiał napisany maszynowo bywa dobry. Bywa też pewny siebie w miejscach, w których nie ma prawa być pewny. Kłopot polega na tym, że jedno i drugie wygląda tak samo: gładkie zdania, poprawna składnia, rzeczowy ton.
Poniżej metoda, która zajmuje mniej niż przeczytanie całości i łapie więcej.
1. Najpierw liczby, daty i nazwy własne
Zacznijcie od rzeczy, które da się sprawdzić rozstrzygająco. Przejrzyjcie materiał wyłącznie pod tym kątem — każda liczba, każdy termin, każda nazwa ustawy, instytucji czy narzędzia.
To jest miejsce, w którym modele mylą się najczęściej i najbardziej kosztownie. Liczba brzmiąca wiarygodnie w tekście, którego nikt nie sprawdził, potrafi żyć w firmie latami. Jeśli coś nie ma źródła, są dwie drogi: znaleźć źródło albo usunąć zdanie.
2. Potem miejsca, gdzie tekst robi się ogólny
Model, który nie ma czego powiedzieć, nie milknie — pisze zdanie ogólne. „Warto zadbać o odpowiednie procedury", „kluczowe jest właściwe podejście", „należy pamiętać o obowiązujących przepisach". Każde z nich jest prawdziwe i żadne niczego nie wnosi.
Te zdania są sygnałem, że w tym miejscu powinna być konkretna informacja, której zabrakło. To jest lista rzeczy do dopisania z własnej głowy — i zwykle najwartościowsza część pracy nad materiałem.
3. Sprawdźcie, czy rozdziały nie mówią tego samego
Przy dłuższych materiałach zdarza się, że rozdział czwarty i siódmy tłumaczą tę samą rzecz innymi słowami. Czytelnik odbiera to jako lanie wody, nawet jeśli oba fragmenty są poprawne.
Najszybszy sposób: przeczytajcie sam spis treści i pierwsze zdanie każdego rozdziału. Powtórzenia widać wtedy w dwie minuty.
4. Na końcu ton i to, czego nie chcecie mówić
Materiał wychodzi pod Waszą marką, więc mówi Waszym głosem. Sprawdźcie, czy nie obiecuje rzeczy, których nie robicie, czy nie zaleca czegoś, czego byście nie zalecili, i czy nie brzmi jak porada tam, gdzie ma być informacja.
To dotyczy szczególnie tematów prawnych, podatkowych i zdrowotnych. Zdanie „skontaktuj się ze specjalistą" jest w takim materiale nie ozdobą, tylko elementem koniecznym.
Czego ta metoda nie załatwia
Nie zastąpi wiedzy o dziedzinie. Jeżeli nikt po Waszej stronie nie zna tematu na tyle, żeby wyłapać błąd merytoryczny, to żadna procedura tego nie nadrobi — i wtedy uczciwą odpowiedzią jest nie publikować, a nie publikować szybciej.
Jeżeli natomiast temat znacie, ta metoda skraca redakcję z kilku godzin do jednej. Model pisze osiemdziesiąt procent tekstu; te dwadzieścia procent, które dopisujecie, jest tym, po co ktoś do Was przychodzi.
Częste pytania
Ile czasu zajmuje sprawdzenie trzydziestostronicowego materiału?
Przy tej metodzie zwykle czterdzieści minut do godziny. Czytanie od deski do deski zajmuje trzy razy tyle i wcale nie łapie więcej — bo szuka wszystkiego naraz, zamiast konkretnych rzeczy po kolei.
Czy model przyzna się, że czegoś nie wie?
Rzadko i nie na tym można polegać. Brak wiedzy objawia się zwykle jako zdanie ogólne w miejscu, gdzie powinna być liczba, albo jako liczba, która brzmi wiarygodnie i nie ma źródła.
Czy trzeba sprawdzać materiał wewnętrzny, którego nikt z zewnątrz nie zobaczy?
Tak, choć inaczej. Przy materiale wewnętrznym odpada ryzyko wizerunkowe, ale zostaje to, że ktoś podejmie na jego podstawie decyzję — a to jest ryzyko poważniejsze.