Edulibro

Treści napisane przez model — co wolno z nimi zrobić

Pytanie o prawa autorskie do tekstu wygenerowanego maszynowo ma dziś odpowiedź niewygodną: w Polsce taki tekst prawdopodobnie nie jest utworem. Co to znaczy w praktyce dla firmy, która chce go sprzedawać.

Zespół Edulibro · · 3 min czytania

To jest wpis o rzeczach niewygodnych. Odpowiedź na pytanie „czyje są prawa do tekstu napisanego przez model" brzmi w Polsce prawdopodobnie: niczyje. I to ma konsekwencje, o których warto wiedzieć wcześniej niż później.

Utwór wymaga człowieka

Polskie prawo autorskie chroni utwory — przejawy działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalone w jakiejkolwiek postaci. Kluczowe jest słowo „działalności": chodzi o działalność człowieka. Tekst wygenerowany przez model, bez twórczego wkładu osoby, nie spełnia tego warunku.

Podobnie orzekają urzędy w innych jurysdykcjach. Amerykański Copyright Office konsekwentnie odmawia rejestracji utworom wygenerowanym maszynowo bez wkładu człowieka, dopuszczając ochronę wyłącznie tych elementów, które człowiek faktycznie stworzył.

Co to znaczy w praktyce

Możecie sprzedawać. Brak ochrony prawnoautorskiej nie zakazuje sprzedaży. Sprzedajecie egzemplarz i swoją pracę — dobór tematu, ułożenie konspektu, redakcję, skład. To jest legalne i powszechne.

Nie macie wyłączności. Nie możecie zabronić komuś innemu napisania podobnej książki ani — w przypadku czystego tekstu maszynowego — skopiowania Waszej. Jeżeli budujecie produkt, którego cała wartość leży w niepowtarzalności tekstu, to jest realny problem.

Wasza redakcja jest chroniona. Fragmenty, które dopisaliście, przykłady z własnej praktyki, autorski układ materiału — te elementy mają wkład twórczy człowieka i podlegają ochronie na zwykłych zasadach. To jest kolejny powód, żeby materiał przeczytać i uzupełnić, a nie wydać w postaci, w jakiej wyszedł.

Co daje licencja od dostawcy

Skoro tekst nie jest utworem, po co licencja? Bo reguluje relację z dostawcą narzędzia, nie z całym światem. Określa, czy wolno Wam używać wyniku komercyjnie, odsprzedawać go i włączać do własnych produktów — i to jest zobowiązanie umowne, którego złamanie ma skutki niezależnie od prawa autorskiego.

W Edulibro licencja podstawowa obejmuje użytek własny, a komercyjna — odsprzedaż, rozdawanie jako lead magnet i wykorzystanie w kursach oraz materiałach dla klientów. To jest umowa między nami a Wami, nie deklaracja o prawach do tekstu.

Oznaczanie: co mówią przepisy, a co praktyka

Ogólnego obowiązku oznaczania treści powstałych maszynowo w Polsce nie ma. Są jednak trzy miejsca, w których to i tak ma znaczenie:

  1. Regulaminy platform sprzedażowych. Część sklepów z ebookami wymaga dziś zadeklarowania przy zgłoszeniu tytułu, czy powstał z udziałem modelu.
  2. Materiały doradcze. Przy treściach, na podstawie których ktoś podejmuje decyzje, przemilczenie maszynowego pochodzenia zbliża się do wprowadzania w błąd — niezależnie od tego, co mówi prawo autorskie.
  3. Zaufanie. To wychodzi zawsze, tylko później i drożej.

Dlatego w każdym pliku z Edulibro informacja o maszynowym pochodzeniu treści znajduje się na stronie metryki i nie da się jej wyłączyć — także przy wykupionym brandingu. To jest zastrzeżenie wobec czytelnika, nie nasza reklama.

Odpowiedzialność zostaje po Waszej stronie

Za treść, którą wysyłacie pod własną marką, odpowiadacie Wy. Maszynowe pochodzenie niczego tu nie zmienia — tak samo jak błąd w piśmie napisanym w edytorze tekstu nie obciąża producenta edytora. Stąd bierze się cała argumentacja za przeczytaniem materiału przed publikacją.


Ten wpis opisuje stan prawny w sposób ogólny i nie jest poradą prawną. Przy konkretnym produkcie i konkretnym rynku warto sprawdzić szczegóły u prawnika — zwłaszcza jeśli budujecie na tym model biznesowy.

Częste pytania

Czy mogę sprzedawać ebook napisany maszynowo?

Tak, o ile licencja od dostawcy na to pozwala. Sprzedajesz wtedy egzemplarz i swoją pracę nad materiałem, a nie wyłączność na treść — nikt nie może Ci zabronić sprzedaży, ale też nikt nie zagwarantuje, że podobna treść nie powstanie u kogoś innego.

Czy muszę oznaczać, że treść powstała maszynowo?

Przepisy ogólne tego wprost nie nakazują, ale robią to regulaminy części platform sprzedażowych, a przy materiałach doradczych działa tu ogólny obowiązek nie wprowadzania odbiorcy w błąd. Praktycznie: warto oznaczać.

Kto odpowiada za błąd w takim materiale?

Ten, kto go opublikował pod swoją nazwą. Maszynowe pochodzenie treści nie przenosi odpowiedzialności na dostawcę narzędzia — tak samo jak błąd w dokumencie napisanym w edytorze tekstu nie obciąża producenta edytora.

Bądź pierwszy, gdy ruszymy

Zapisz się na listę oczekujących. Napiszemy raz, w dniu startu, z linkiem do zamówienia.